Notice: Undefined offset: 8192 in /home/losblanc/www/system/_header.inc.php on line 24
LosBlancos.pl - Real Madryt online » Aktualności
FB
 
Login: Hasło:
Załóż nowe konto
Odzyskiwanie hasła
Marcus | czwartek [26.03.2015, 20:46]
A A A

Niedoszły dentysta, który zdobył Puchar Europy z Realem Madryt

Wygrał z Realem Ligę Mistrzów i strzelił zwycięskiego gola w „El Clasico”, chociaż w całej swojej karierze nie zaliczył żadnego oficjalnego występu w barwach „Królewskich”. Poznajcie historię Edwina Congo, legendy innej niż wszystkie.

Jego historia to dobry scenariusz na film. Barwną opowieść o spełnianiu marzeń i fortunnych zbiegach okoliczności.

Dentysta czy piłkarz, oto jest pytanie?
Congo urodził się 7 października 1976 r. w Bogocie i od dziecka pasjonował się futbolem, chociaż jego rodzice nie podzielali jego fascynacji. W jego domu piłka była na cenzurowanym i Edwin musiał swoją pasję realizować po kryjomu. Z woli matki wyruszył na studia w zakresie stomatologii. Jego rodzicielka liczyła, że z dala od rodzinnego otoczenia zapomni o piłkarskich fanaberiach i skupi się na zdobyciu wykształcenia i konkretnego fachu. Jednak na uczelni jeden z profesorów widząc go w akcji namówił go, aby mimo wszystko spróbował swoich sił zawodowej piłce. Congo po latach wspomniał, że to właśnie dlatego rozpoczął swoją profesjonalną przygodę z futbolem. Od 1996 r. zaczął występować w barwach Once Caldas. Niełatwe studia łączył z treningami i grą w klubie. Klubowi koledzy nie przepadali zbytnio za nim, ponieważ uważali, że jest faworyzowany. Niemniej nadszedł w końcu moment, w którym zamknął usta wszystkim krytykom i niedowiarkom.

W 1999 r. jego zespół zadebiutował w rozgrywkach Copa Libretadores. W marcu Congo błysnął w meczu River Plate wpisując się dwukrotnie listę strzelców. Co prawda ostatecznie jego zespół zajął ostatnie miejsce w grupie, ale do awansu do następnego etapu rozgrywek zabrakło naprawdę niewiele.

W sumie w barwach Once Caldas w 110 spotkaniach strzelił 30 goli. Dobra postawa w klubie zaowocowała powołaniem do reprezentacji, w barwach której zadebiutował jeszcze tego samego roku, a potem pojechał do Paragwaju na Copa America.

Rozegrany 4 lipca 1999 r., mecz Kolumbia-Argentyna (3:0) przeszedł do historii piłki nożnej. Jego (anty)bohaterem został Martin Palermo, który zmarnował trzy rzuty karne (Rekord Guinnessa), a Congo trzy minuty po ostatniej zmarnowanej przez niego jedenastce podwyższył wynik na 2:0.



Nierealny Real?
Co przekonało działaczy i ówczesnego prezesa madryckiego klubu, Lorenzo Sanza do zakontraktowania go? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Pewna anegdota wskazuje, że za wszystkim stał bliżej nieokreślony 14-latek, który przesłał do siedziby madryckiego klubu list i kasetę VHS (wtedy jeszcze nikt o YouTubie nawet nie śnił i ówczesny Internet miał do zaoferowania niewiele w porównaniu do czasów obecnych, a płyty DVD dopiero wchodziły na rynek) z nagraniem próbki jego umiejętności. Trudno w to uwierzyć, ale madrycki klub zdecydował się wyłożyć na jego transfer ok. 5,5 mln dolarów. Jednak w sezonie 1999/00 nie było dane mu zadebiutować z racji tego, że Congo trafił do klubu gdy w drużynie nie było już wolnych miejsc. Zresztą jeśli zostałby w Madrycie, to o miejsce w składzie musiałby walczyć z innymi nowym nabytkami Serbem Pericą Ognjenoviciem i ściągniętym z Arsenalu za rekordową kwotę ponad 22 mln funtów Nicolasem Anelką, także wychowankiem stającym się powoli symbolem klubu, Raulem i jego wiernym kompanem, Fernando Morientesem. Ówczesny szkoleniowiec „Los Merengues”, John Toshack uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie wypożyczenie 22-latka. I w ten sposób trafił do imiennika „Los Blancos” z Valladolid. Jednak nie podbił serc kibiców tego zespołu – zagrał w zaledwie 12 meczach i strzelił tylko jednego gola.

W międzyczasie doszło do zmiany sternika madryckiego klubu i trenera. Miejsce Sanza zajął Florentino Perez, a na ławce zasiadł Vicente del Bosque, któremu Congo do szczęścia nie był potrzebny. W związku z tym kolejny sezon spędził również na wypożyczeniu – najpierw w portugalskiej Vitorii Guimarães (11 meczów i 4 gole), a następnie we francuskiej Toulouse (8/1). Nie były to zachwycające osiągnięcia, ale w sezonie 2001/02 spędził na Santiago Bernabeu. Przesądziła o tym jego świetna dyspozycja w przedsezonowych sparingach (m. in. w 20 minut zdołał zdobyć 4 gole szwajcarskiemu Stade Nyonnais (12-1). Ale oficjalnego debiutu w barwach pierwszego zespołu się nie doczekał. Niemniej świętował z „Los Merengues” dziewiąty triumf w Champions League.

Pożegnanie z marzeniami?
Później Congo nie miał już okazji grać u boku takiego panteonu gwiazd jak w Madrycie. Kolumbijczyk opuścił Santiago Bernabeu i w następnym sezonie grał w drugoligowym Levante, gdzie miał okazję występować u boku Pretraga Mijatovicia, strzelca gola, który dał „Królewskim” ósmy Puchar Europy w 1998 r. W Walencji zagrzał miejsce na dłużej. W jednym z czterech sezonów, które spędził z „Żabami” miał okazję pograć trochę w Primera Division. W Walencji zyskał również przydomek „King Congo”. W międzyczasie zaliczył występ na Copa America w 2004 r. Podczas rozegranego w Peru turnieju strzelił jego gospodarzom bramkę, a jego drużyna ostatecznie zajęła na nim 4. miejsce.

Za namową Manuela Preciado, którego poznał w Levante, na sezon 2006/07 przeniósł się do drugoligowego Sportingu Gijon. Dla zespołu z Asturii strzelił 11 goli w 34 meczach i był to dla niego najlepszy sezon pod względem skuteczności w Hiszpanii.

Latem 2007 r. pojawiły się prasowe pogłoski wiążące wówczas 31-letniego Kolumbijczyka z Legią Warszawa. Mógł on trafić na Łazienkowską na zasadzie wolnego transferu, ale widocznie jego wymagania finansowe (ok. 300 tys. euro) sprawiły, że ostatecznie do Polski nie zawitał i przeniósł się co wówczas pierwszoligowego Recreativo Huelva, ale w drużynie z Andaluzji jego rola sprowadziła się do bycia wiecznym rezerwowym (zaliczył zaledwie 6 wejść z ławki) i w zasadzie można powiedzieć, że był to koniec jego przygody z zawodową piłką, ponieważ później bronił barw półamatorskich zespołów grających w rozgrywkach okręgowych takich jak Olímpic de Xàtiva, UD Benissa, czy Paiporta CF.

W międzyczasie wraz z bratem Fabio i matką otworzył w Walencji knajpę w klimacie karaibskim „Blue Merlin”, lecz ze względu na kryzys gospodarczy biznes nie poszedł po jego myśli i ostatecznie w pod koniec 2011 r., po 12 latach, wrócił do ojczyzny pozostawiając po sobie w Hiszpanii długi.

W Kolumbii Congo chwytał się różnych biznesów i chociaż ma na karku 37 lat nadal myśli o powrocie do piłki. Jego marzenia częściowo spełniły się w październiku ubiegłego roku. Wówczas miał okazję wystąpić w „El Clasico weteranów”, które zostało rozegrane w Panamie. Wystąpił u boku takich gwiazd jak m. in. Fabio Cannavaro, Figo, Iván Zamorano, Fernando Morientes, Savio, czy Michel Salgado w na przeciwko katalońskiej ekipy, w której zagrali m. in. Roberto Bonano, Edgard Davids, Gaizka Mendieta, Ludovic Giuly, Patrick Kluivert oraz Rivaldo i… strzelił jedyną bramkę dającą ekipie „Królewskich” zwycięstwo 1:0.



Jak zjeść ciastko, którego nie ma?
Congo to niewątpliwie jeden z (naj?)gorszych transferów w historii „Los Merengues”. Niemniej nie można go besztać za to, że nie dostał szansy (choć zasługiwał na to, gdyż podczas okresu przygotowawczego przed sezonem 2001/02 spisywał się wyśmienicie).

Niemniej zapewne niejeden z nas chciałby się znaleźć na jego miejscu – dzielić szatnię i trenować w najlepszym klubie świata z największymi gwiazdami światowego futbolu takimi jak Roberto Carlos, Figo, Zidane, Casillas, czy Raul. Marzenia o wielkiej piłce czasem spełniają się i doskonałym przykładem tego jest kariera Congo na Santiago Bernabeu.

28894 Rating: 3.9/6 (50 votes cast)


Źródło: LosBlancos.pl | Autor: Marcus »
2550 wyświetleń | 2 komentarzy | Komentuj

Powrót na stronę główną

Dodaj komentarz

Podpis:
Zabezpieczenie antyspamowe. Aby kontynuować, wprowadź poprawną odpowiedź: Ile wynosi suma liczb 3 i 7?

Komentarze

Oglądasz: 1-60 z 2

22:33 [26.03.2015]
Jak się spojrzy na politykę transferową poprzednika Florentino Pereza, Lorenzo Sanza to sie okazuje, ze tacy graczy jak Drenthe byli wręcz wirtuozami ;) Oburzaliśmy się jak Faubert zasnął na ławce rezerwowych - w latach 90-tych mieliśmy brazylijskiego obrońcę, który na treningu zasnął albo innego (z Jugosławii), który strzelił w El Clasico przepiękną zwycięzką bramkę... samobójczą ;)
22:17 [26.03.2015]
Super ciekawy artykuł. Kibicuje Realowi gdzieś od 2000 roku, a pierwszy raz słyszę o tym piłkarzu. Oby więcej takich artykułów ;)

< Poprzednie 1 Następne >

Newsletter
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach w realmadryt.com.pl zapisz się do naszego newslettera.

Zapisz Wypisz
Co w prasie piszczy
Okładki madryckiej prasy!
MARCA/AS
Statystyki
Ilość użytkowników: 49623
Zalogowani online: 0
Gości online: 12
Istniejemy już: 6156 dni
Real Madryt Klub Dla kibica Primera Division Copa Del Rey Champions League Real Madryt B Serwis
Kadra
Stroje
Sztab szkoleniowy
Trenerzy
Herby
Historia klubu
Hymn
Kibice
Ciudad del Madrid
Prezydenci
Rekordy
Santiago Bernabéu
Struktura klubu
Transfery
Trofea
Piłkarz meczu
Piłkarz miesiąca
Typerka
Forum
Relacja live
Galeria Zdjęć
Archiwum
Autografy
Ciekawostki
Download
Felietony
Legendy Realu
Limeryki
Pamiętne mecze
Terminarz
Wyniki
Tabela
Trofeo Pichichi
Trofeo Zamora
Terminarz
Wyniki
Historia
Wyniki
Tabela
Strzelcy
Terminarz
Terminarz
Wyniki
Tabela
Kadra
Trener
Redakcja
Regulamin
Reklama
Współpraca
Wyróżnienia
Kanał RSS
© 2000-2017 by LosBlancos.pl. All rights reserved.