W dobie rewanżowego pojedynku z Olympique Lyon, chciałbym podbudować serca fanów królewskiej drużyny i przypomnieć o Pucharze Europy Mistrzów Krajowych z sezonu 1957/58, czyli stricte o trzeciej edycji tychże rozgrywek.
Oczywiście po dominacji Realu w dwóch pierwszych turniejach, drużyna której przewodniczył senior Fernando Santiago Bernabeu mocno przywiązała się do roli faworyta rozgrywek. Uważano jednak, że skoro Królewscy tak świetnie radzą sobie na arenie międzynarodowej, to inne drużyny z Hiszpanii musza być równie silne. W ten oto sposób, do grona faworytów trafiła także FC Sevilla, względem której mamy jakże miłe wspomnienia z minionego weekendu.
Kiedy losowanie wyłoniło pary, fani byli pewni monumentalnych emocji, bowiem Królewscy trafili właśnie na drużynę z Andaluzji. Starcia dwóch ekip typowanych do triumfu w całym turnieju zawsze były arcyciekawe i przynosiły wiele emocji. Tych nie brakowało także i tym razem, choć o szczegółach niebawem… Kiedy w pierwszym spotkaniu na stadionie Chamartin na płycie boiska pojawił się Alfredo Di Stefano, 90-cio tysięczna publiczność eksplodowała zachwytem. Zanim doszło do spotkania, prezes „France Football” obdarował bowiem naszego zawodnika „Złotymi Butami”. Po uroczystościach nadszedł jednak czas na święto prawdziwych fanów futbolu. Los Merengues wręcz rozgromili swojego rywala, wygrywając niebagatelną różnicą bramek, 8:0, a 50% goli zdobyła gwiazda tego wieczoru, czyli oczywiście Don Alfredo. W rewanżowym pojedynku z Sevillą trener mógł pozwolić sobie na wystawienie kilku młodych, jeszcze nikomu nie znanych zawodników, a pojedynek i tak skończył się wynikiem remisowym, 2:2.
Dodam jeszcze tylko, że w pierwszej fazie rozgrywek, Królewscy otrzymali wolny los i nie musieli rywalizować z nikim, zaś w 1/8 rywalem była ekipa Antwerp FC Anwerpia. Na wyjeździe Real spokojnie wygrał 2:1, natomiast w Madrycie urządzono istną remontadę i goście wrócili do domu z bagażem 6 straconych goli. W ćwierćfinale przyszedł czas na wcześniej wspomnianą Sevillę, zaś po awansie, na drużynę Los Blancos czekał już Vasas Budapeszt. Hiszpanie bez trudu zwyciężyli przed własną publicznością 4:0, mogąc sobie pozwolić na wyjazdową porażkę 0:2. Po pierwszym spotkaniu wszyscy byli już niemal pewni tego, że Królewscy po raz trzeci z rzędu wystąpią w finale tego elitarnego turnieju.
W drugim z półfinałów walka była zdecydowania bardziej zacięta, ponieważ naprzeciw siebie stanęły dwie uznane marki, czyli AC Milan i Manchester United. Bądź co bądź, każdy z rywali stawiał poprzeczkę bardzo wysoko. Starcie obu tych zespołów skończyło się jednak awansem Włochów, którzy u siebie pewnie zwyciężyli 4:0, przegrywając w Manchesterze tylko 1:2. Tak więc w finale, Real znowu musiał zmierzyć się z włoskim catenaccio.
W 1958 roku w Brukseli odbywała się „Wystawa Światowa”, dlatego też UEFA postanowiła wykorzystać ten fakt i zorganizować finałowy pojedynek właśnie w tym mieście, na stadionie Heyssel, który mógł pomieścić 70 tysięcy widzów. Milan miał oczywiście świadomość tego, iż gra przeciw jedynemu zwycięzcy w tym turnieju, dlatego zawodnicy z Włoch podchodzili z ogromnym respektem do reprezentantów Realu, przez co mecz był zdecydowanie mniej emocjonujący. Co ciekawe, mimo że walczono o Puchar Europy, bramki w regulaminowym czasie gry strzelali tylko piłkarze południowoamerykańscy.
W 59. minucie za sprawą Schiaffino, na prowadzenie wyszła ekipa z Mediolanu, jednak kwadrans później do wyrównania doprowadza Di Stefano. Wystarczyło 5 minut, aby padła kolejna bramka. Tym razem strzelcem okazał się Grillo i Milan znów wysunął się na prowadzenie, acz radość włoskich fanów trwała tylko minutę, ponieważ Królewscy bardzo szybko odpowiedzieli, za sprawą Riala, który zamknął wynik spotkania w regulaminowym czasie gry. Zarządzono więc dogrywkę. Merengues po zwycięstwach 4:3 nad Stade Reims oraz 2:0 nad Fiorentiną, nie myśleli nawet o porażce w finałowej potyczce. Swoją wyższość udokumentowali jednak dopiero 6 minut przed zakończeniem meczu, kiedy to na listę strzelców wpisał się Hiszpan, Gento. Trzeci puchar z rzędu wędruje więc do zespołu ze stolicy Hiszpanii.
Bernabeu chciał podkreślić hegemonię swojego zespołu i poprosił o puchar na własność, aczkolwiek UEFA zdecydowała, że nie jest to możliwe, ponieważ ideą tychże rozgrywek było przekazywanie trofeum kolejnemu zwycięscy. Na razie nie będę jednak zaznaczał, kto wygrał w czwartej edycji Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Dodam tylko, że owa decyzja bardzo zirytowała Santiago Bernabeu, który postanowił zrobić odlewy tego okazałego pucharu, w związku z czym fani mogli podziwiać w muzeum Blancos trzy wysokie trofea, które budziły ogromne zainteresowanie.
Miło powspominać czasy, kiedy to zawodnikom Milanu sztywniały nogi, w momencie, gdy przyszło im grać przeciw Realowi. Oczywiście wynik nie podkreśla jakiejkolwiek dominacji, aczkolwiek z czystym sumieniem możemy o takowej mówić. Aż tęskno za takimi czasami, kiedy to Królewscy rozdają karty na europejskiej arenie. Oby tradycja znów stała się rzeczywistością. Z ogromnym zapałem i niecierpliwością czekam na rewanżowym mecz z Lyonem, mając nadzieję, że historia zespołu zobowiąże zawodników Blancos do awansu.
