Tak naprawdę nowy roku nie zdążył się jeszcze rozkręcić, ale na Santiago Bernabeu działa się bardzo wiele.
Szpital na perypetiach – kontuzje
Rok rocznie Real ma podobny problem z mniejszą lub większą plagą kontuzji. Tym razem ślepy los wyeliminował z gry Di Marię, który doznał urazu mięśnia uda jeszcze podczas ostatniego treningu w starym roku. Następnie kontuzji prawej kostki doznał Khedira. Poza tym na mniej lub bardziej poważne urazy narzekali Ramos, Granero i Pepe (uraz psychiczny po nagonce prasowej, po tym jak zdeptał dłoń „boskiego” Leo?). Co prawda do składu wrócił Carvalho, jednak brak wyżej wymienionych graczy w styczniowych spotkaniach był bardzo odczuwalny.
Ser szwajcarski – obrona
Real co prawda póki strzela więcej goli niż traci, jednak nie zmienia to faktu, że tracimy zbyt wiele głupich bramek, takich jak chociażby dwa gole po rotach rożnych w pojedynku z Malagą, czy trafienia niepilnowanych zawodników Barcelony. Swoja drogą, po raz ostatni czyste konto na Santiago Bernabeu „Królewskim” udało się zachować pod koniec… października ubiegłego roku.
Na zachodzie bez zmian – transfery
Zgodnie z obietnica Mourinho z Realu nikt nie odszedł, ani nikt nie dołączył do drużyny. Co prawda sporo mówiono o ewentualnym wypożyczeniu Granero do któregoś z angielskich (Liverpool, Arsenal, Blackburn) lub hiszpańskich (Malaga, Betis) zespół i tymczasowym powrocie Sahina do Dortmundu, ale ostatecznie kontuzja Khediry sprawiła, że obaj zostali w Madrycie. Spekulacji dotyczących transferu Higuain/Benzemy do Anglii/Włoch nie chce mi się nawet komentować, bo od dobrych kilku okienek transferowych ciągle przewijają się te same plotki. W zasadzie w lidze hiszpańskiej, w przeciwieństwie do ligi angielskiej, włoskiej, niemieckiej, czy francuskiej, zimą panował zastój na rynku transferowym. Czyżby to kolejna oznaka kryzysu finansowego w La Liga?
Powtórka z rozrywki – El Clasico
Po raz kolejny „The Special One” nie potrafił znaleźć recepty na Barcelonę. Z ostatnich dziesięciu pojedynków z „Dumą Katalonii” udało się nam wygrać tylko jeden (finał CdR). Po raz kolejny mimo tego, że wszystko dobrze się zapowiadało (objęcie prowadzenia), to skończyło się katastrofą – dwa błędy obrony, które sprawiły, że mistrzom Hiszpanii udało się odwrócić wynik spotkania. Podczas meczu na Camp Nou można było odnieść wrażenie, że Katalończycy dość nonszalancko podeszli do rewanżu, jednak mimo wszystko nieskuteczność „Królewskich” zemściła się i to gospodarze do przerwy prowadzili 2:0. W drugiej części spotkania „Los Blancos” zdołali podnieść się z kolan i doprowadzić do wyrównania. Niestety na strzelenie zwycięskiego gola zabrakło czasu. Być może gdyby nie niewykorzystane sytuacje z pierwszej polowy i pomyłki arbitra udałoby się awansować. Co prawda tym razem obyło się bez przepychanek miedzy zawodnikami i sztabami trenerskimi, ale i tak w końcówce meczu, żeby tradycji stało się za dość, czerwona kartkę musiał ujrzeć jeden z graczy Realu. Został nim Ramos, który teraz stał się przez to bezapelacyjnym rekordzistą „czerw”. W zasadzie jedynym pozytywem tego dwumeczu było odblokowanie się CR7, który strzelił aż dwie bramki (i to nie z rzutów karnych), a także to, że drużynie Mourinho udało się pokazać charakter i kawał dobrej gry. Nie mniej plany obronienia Pucharu Króla i marzenia o potrójnej koronie trzeba znów odłożyć na przyszłość.
Dobry, zły, brzydki – Mourinho
Nie dość , że prasa znów zaczęła snuć insynuacje, że po zakończeniu sezonu powróci do Anglii, to na dodatek do prasy przeciekły plotki sugerujące, że Mou pokłócił się z Ramosem i Casillasem. Portugalczyk nabrał wody w usta i nie pojawia się ostatnio na konferencjach prasowych. Jednak na swoje 49. urodziny (które obchodził dzień po odpadnięciu z CdR) otrzymał od Casillasa i Ramosa okazały tort z herbem klubu. Ciekawe czy to tylko kurtuazyjny znak, że wszystko gra w zespole, czy faktycznie doniesienia prasowe były przesadzone? Co prawda były szkoleniowiec Interu stracił w sporo w oczach kibiców Realu, jednak pamiętajmy, że jego ewentualne odejście może spowodować ponowne rozbicie drużyny.
Młodzi gniewni – Callejon i Granero
Pierwszy kolejnymi udanymi występami (w styczniu udało się mu strzelić kolejne da gole) udowadnia, że warto na niego stawiać i wydaje się, że jest coraz bliższy wywalczenia miejsca w podstawowym składzie. Natomiast drugi po przesiedzeniu niemalże całej rundy jesiennej na ławce rezerwowych i trybunach, w związku z kontuzją Khediry, dostał swoją szansę na grę w podstawowym składzie i jak na razie idzie mu całkiem nieźle. Miejmy nadzieję, że niebawem także Sahin i Varane będą mogli liczyć na częstsze występy.
Siedem – La Liga
Co prawda Barca wypchnęła Real za burtę CdR, ale później nie uchroniła się przed wpadką – wyjazdowym bezbramkowym remisem ze słabym Villarrealem – która sprawiła, że obecnie katalońska drużyna traci aż siedem punktów liderujących „Królewskich”. Co prawda jesteśmy dopiero na półmetku rozgrywek, jednak część fanów Realu szykuje się do świętowania mistrzostwa. Oby na koniec sezonu nie przeżyli bolesnego zawodu…