Dobry występ napastnika Realu Madryt w meczu z Granadą został okraszony małym jubileuszem. Pierwsza ze strzelonych bramek była jego pięćdziesiątą w oficjalnych meczach drużyny ze stolicy.
Francuz przybył do Madrytu z Lyonu za 35 mln euro (a mówią, że teraz benzyna droga). Pierwszego gola zdobył w swoim debiucie, a był to wygrany 1:0 mecz z Shamrock Rovers, lecz był to mecz towarzyski. Natomiast pierwsze trafienie w oficjalnych rozgrywkach zaliczył w trzeciej kolejce ligowej z sezonu 2009/2010, a był to mecz ligowy pomiędzy Realem Madryt, a Xerez z 20 września 2009 roku. Tamto spotkanie zakończyło się okazałym zwycięstwem "Królewskich" 5:0, a Karim był autorem czwartej bramki, podobnie jak w ostatnim ligowym meczu z Granadą, wygranym przez Real 5:1.
Benzema zgromadził już tych goli 51 we wszystkich oficjalnych rozgrywkach. Zdobył je w niecałe dwa i pół sezonu. Tym samym przegonił byłego zawodnika i obecnego dyrektora sportowego Realu, Zinedine'a Zidane'a, który ma na koncie 49 oficjalnych trafień, a na to osiągnięcie pracował pięć sezonów. Oczywiście, żeby nie wykazać się niewiedzą, trzeba zaznaczyć, że popularny "Zizou" grał na pozycji pomocnika, a Benzema jest najczęściej wystawiany na pozycji napastnika. Z pewnością znajdą się tacy co powiedzą, że gole to jedyna rzecz, w której Karim wyprzedza swojego rodaka i mogą mieć sporo racji.
Zidane przychodził do Realu będąc mistrzem świata z roku 1998 i mistrzem Europy z roku 2000, a kosztował klub 76 mln euro będąc najdroższym piłkarzem w historii, aż do momentu przyjścia Cristiano Ronaldo na Bernabeu. W czasie pobytu w Realu "Zizou" miał tylko potwierdzić swoją wielką klasę, co uczynił i nikt o zdrowych zmysłach nie ma co do tego wątpliwości.
Jego gra zaowocowała między innymi zdobyciem przez Real Pucharu Europy w sezonie 2001/2002. Od tamtej pory Real już nie zdołał wywalczyć tego trofeum. Na turnieju kończącym jego karierę, czyli mistrzostwach świata w roku 2006 dotarł z "Trójkolorowymi" do finału, gdzie zdobył gola w swoim ostatnim meczu w kadrze, ale ostatecznie to Włosi zostali mistrzami świata, a sam Zidane zobaczył czerwoną kartkę po starciu z Marco Materazzim. Odchodząc z Realu żegnał się z Madrytem w glorii chwały. W ostatnim meczu w barwach "Królewskich" strzelił jedną z bramek w zremisowanym 3:3 meczu z Villarrealem.
Benzema przychodząc do Realu nie miał takich sukcesów na koncie z prostego powodu - był nieoszlifowanym diamentem (a może nadal jest, bo szlifowanie z pewnością jeszcze trwa). Wychowanek Lyonu w dniu gdy został zaprezentowany czyli 9 lipca 2009 roku miał zaledwie skończone 21 lat, podczas gdy zaprezentowany równo osiem lat wcześniej Zidane miał lat 29. Można więc rzec, że Benzema kreowany na następcę Zidane'a niejako dojrzewał w Realu, a jego mistrz i guru przychodził do Madrytu jako ukształtowany zawodnik.
Początki Karima w Madrycie były nie były łatwe. Najpierw samochód (Real Madryt) nie chciał jeździć na takiej benzynie należycie, ale mimo to używano jej. Wielu uważało, że pewnie jakaś chrzczona. Korzystano z niej konsekwentnie, mimo, że nie była zbyt wydajna. Zmienił się właściciel stacji benzynowej (Mourinho został trenerem) i dodał do składu tej benzyny bardziej sprawdzone składniki (Benzema zyskał pewność siebie). Benzyna zaczęła być wydajna, a pojazd wydaje się jechać w dobrym kierunku i z dobrą prędkością. Czasem słyszy się, że musi zwolnić, bo spotyka na swej drodze piratów drogowych, którzy nie trzymają się zasad, a policjanci którzy mają pilnować porządku potrafią przymknąć oko na ich wykroczenia wypisując mandaty wzorowym kierowcom (to ostatnie zdanie to tylko ponoć tylko legenda). Na szczęście nasz samochód jedzie w miarę spokojnie do celu, a jakość benzyny utrzymuje się na dobrym poziomie. Miejmy nadzieję, że będzie służyła jak najdłużej naszemu pojazdowi.
Oczywiście król strzelców Ligue 1 z 2008 roku ciągle się rozwija. Pod okiem Jose Mourinho 24-latek zrobił niesamowity postęp i teraz mało kto wyobraża sobie skład Realu bez niego. Pozostaje mieć nadzieję, że nadal będzie napędzał akcje ofensywne drużyny i zachwycał kibiców "Los Blancos" dobrą grą, przyczyniając się do zdobywania wielu trofeów, a swoje indywidualne rekordy będzie pobijał przy okazji. Życzmy mu dużo zdrowia i także tego, by słowo pudło nie kojarzyło się nam z nietrafionym jego strzałem z pięciu metrów, tylko co najwyżej z grą w statki albo Hanką Mostowiak.
