Przed napisaniem tego urodzinowego tekstu o Florentino Perezie, Bogusław Linda, zapewne splunąłby na podłogę, zgasił peta i powiedział: - Co wy wiecie o transferach!
Stoi Samuel, stoi i o drogę pyta, pierwszy z Madrytu go wypchnie Florentino i jego ekipa. Nie kandyduje, nie daje znaku i odpowiada za wojnę w Iraku. Martwi się Wenger, Ferguson, Galliani, cała piłkarska elita, bo do władzy dochodzi Florentino i jego ekipa.
Dla jednych wybawca dla drugich szarlatan. Ekonomiczny geniusz i transferowy chuligan zarazem. Jaki właściwie jest sternik Madrytu? Bezlitosny księgowy czy zapalony Madridista?
Populista, demagog a może człowiek spełniający marzenia kibica?
63 - letni Florentino Perez swoją przygodę z futbolem zaczynał jako działacz sportowy, jednak okazał się na tyle zdeterminowany i konsekwentny, iż przejął władzę w Madrycie od Lorenzo Sanza. Człowieka, który w ostatnim roku swoich rządów doprowadził Królewskich do tryumfu w Lidze Mistrzów, budując po drodze prawdziwy zespół z Vincente del Bosque na czele. Jak się okazało w Madrycie sukces to za mało! Obietnica upokorzenia Barcelony okazała się silniejsza niż zdrowy rozsądek. Transfer Luisa Figo był prawdziwym policzkiem dla największego rywala. Od tego momentu zaczęła się w Madrycie Era Galaktyczna. Jak dotąd Florentino Perez na transfery wydał 618,9 milionów euro! Najdroższym piłkarzem jest rzecz jasna Cristiano Ronaldo natomiast najmniej wydano na Thomasa Gravesena (3,6 mln euro) . Efektem transferowych działań Hiszpana było zwycięstwo w Lidze Mistrzów, Puchar Interkontynentalny, dwukrotne zdobycie La Liga oraz przychylność mediów. Florentino okazał się człowiekiem doskonale rozumiejącym istotę i motorykę mediów XXI wieku. W czasie swojej pierwszej kadencji zmieniano nie tylko piłkarzy, ale i trenerów. Stanowisko trenerskie obsadzane było w tym czasie sześciokrotnie (Vincente del Bosque 1999-2003, Carlos Queiros 2003–2004, José Antonio Camacho 2004, Mariano García Remon 2004–2005, Vanderlei Luxemburgo 2005, Juan Ramón López Caro 2005–2006), co doprowadziło do destabilizacji Realu Madryt na szczeblu sportowym.
Jeśli jeden buduje, a drugi rozwala, jakiż pożytek im zostaje, poza trudem?
Myślę, że ta myśl jest kwintesencją działań dotychczasowych prezesów Realu Madryt. Jest tak prosta a zarazem mądra, że czytając ją człowiek ma również pewność, że nie cytuje Johana Cruyffa. Florentino Perez swoją drugą kadencję kolejny raz oparł na polityce galacticos. W czasie, gdy na świecie szaleje kryzys, sternik Madrytu wydaje gigantyczne pieniądze na najlepszych piłkarzy. Ale czy rzeczywiście Real sprowadził tych najlepszych, pozbywając się średniaków? Florentino Perez w okienku transferowym przypominał srokę, która wykrada tylko to, co się świeci, bo czymże Arjen Robben ustępuje Kace? Co takiego jest w Benzemie czego zabrakło Negredo? Perez po raz kolejny przeprowadził w Madrycie rewolucję, ale czy była ona zbędna? Kilkanaście lat temu wylosowanie Realu Madryt w Lidze Mistrzów było przekleństwem, natomiast w ostatnich latach stało się prawdziwą ulgą i błogosławieństwem. Czarę goryczy przelała również nie tyle porażka, co upokorzenie jakie zaserwowali nam Katalończycy na Bernabeu. Organizm toczony przez nowotwór potrzebował chirurga, a nie wizażysty. Potrzebny był przełom nie make-up, wstrząs, a nie naskórkowe zmiany! Być może Florentino jest tym przełomem, a może mamy do czynienia z nowotworem złośliwym, który pustoszy Madryt od sześciu sezonów.
Bez wątpienia jest to znakomity negocjator, przywódca i człowiek interesu, ale czy Real Madryt to koncern finansowy? Florentino Perez jest więc zbawieniem czy przekleństwem Realu Madryt?
