Portugalczyk dzisiejszego wieczoru zdobył swoją 21. bramkę w rozgrywkach La Liga. Zawodnik ciężko pracował na tego gola przez całe spotkanie, ale na listę strzelców zdołał się wpisać dopiero na minutę przed upływem regulaminowego czasu gry. Co więcej były piłkarz Manchester United sprawiał wrażenie jakby to trafienie w ogóle go nie cieszyło.
Aby znaleźć odpowiedź na pytanie czemu portugalski skrzydłowy nie potrafił czerpać radości ze swojej bramki, sięgnijmy pamięcią do wtorkowego meczu z Malagą. W spotkaniu Pucharu Króla mimo rozlicznych prób CR7 nie udało się wpisać na listę strzelców. Najpierw arbiter nie podyktował rzutu wolnego po tym jak był faulowany, później, gdy miał okazję wykonać wolnego z dogodnej pozycji, po raz kolejny posłał piłkę w trybuny, zamiast dogrywać bo lepiej ustawionego Benzemy zdecydował się na nonszalanckie uderzenie piętą, które nie przyniosło żadnych korzyści, nie udało się mu również wyłudzić rzutu karnego. Generalnie wielokrotnie zdążało się mu uderzać bardzo niecelnie na bramkę Malaga, gdy w doliczonym czasie gry wpakował piłkę do siatki po niesamowitym uderzeniu z przewrotką, arbiter słusznie nie uznał gola ze względu na spalonego. Prawda, że to wystarczająco dużo powodów do frustracji?
Poza tym pośrednio dostało się mu od trenera, który na konferencji prasowej wyraził w zawoalowany sposób swoje niezadowolenie z tego jak zawodnicy spędzili okres świąteczny. Przypomnijmy, że Portugalczyk zrobił sobie wakacje pełną gębą, m. in. zaliczając wypad do Dubaju, więc w dużej mierze do niego tyczyły się te słowa.
Dzisiejszego wieczoru nie można powiedzieć, że Ronaldo zagrał źle – wręcz przeciwnie. W pierwszej połowie starał obsługiwać swoich kolegów, miał udział przy pierwszej bramce Benzemy i trafieniu Higuaina. Jednak nie zmienia to faktu, że znów „na siłę” usiłował zdobyć gola strzałami z dystansu, które miały bardzo małe szanse powodzenia. Nasiliło się to zwłaszcza w drugiej połowie, której także po raz kolejny spartolił rzut wolny sprzed pola karnego (szczerze mówiąc jak widzę Portugalczyka i jego pseudo „Tomahawków”, które obecnie bardziej przypominają ruską katiuszę – 1 na 10 strzałów trafia w światło bramki, a 1 na 100 trafia do siatki, to mi się rzygać chce; więcej pożytku z wrzutek w pole karne).
W każdym razie ostatecznie udało się mu wpakować piłkę do siatki minutę przed końcem meczu po kontrze. Jednak jego wyraz twarzy po strzeleniu bramki przypominał
minę kota sr****** na puszczy. Co prawda nie wymaga się od piłkarzy
skakania jak małpa po każdej strzelonej bramce, jednak zachowywanie się jak
bezuczuciowy robot w takiej sytuacji co najmniej dziwne (swoją drogą etykieta dworska zakazująca monarchom i członkom ich rodzin okazywania emocji wywołała u znacznej jej części różnorakie schorzenia psychicznie).
Można usprawiedliwić CR7 wskazując, że to tylko zwykła sportowa złość lub frustracja wywołana wieloma nieudanymi próbami zdobyci gola, tudzież brak (właściwego?) wsparcia ze strony kolegów. A może to zawiść lub strach przed tym, że Benzema lub Higuain zostaną najlepszymi strzelcami zespołu?
W zasadzie można powiedzieć, że nie ma się czego czepiać, ale takie sytuacje jak ta mogą psuć atmosferę w zespole, a jeśli bierze się „7” po legendarnym Raulu, to trzeba dbać o dbać jak o cnotę własnej siostry.
Z drugiej jednak strony jeśli Ronaldo pretenduje do miana najlepszego zawodnika świata (Złota Piłka) nie przystoi mu zachowanie godne rozwydrzonego bachora, któremu ktoś nie chce dać zabawki. Czas najwyższy, aby „The Special One” wbił swojemu rodakowi do głowy, że JEGO ilość bramek w Trofeo Pichichi i przewaga w tej klasyfikacji na Messim mało kogo obchodzi, bo przede wszystkim liczy się dobro zespołu i wywalczone przez niego trofea, a nie indywidualne wyróżnienia dla poszczególnych zawodników. Jestem przekonany, że gdyby połamanie nóg CR7 i wyrzucenie go w worku do jeziora miało zagwarantować „Decimę”, to kibice bez żadnych skrupułów poświęciliby Portugalczyka, bo to Polsk…, eeee… Paliko… znaczy się Real jest najważniejszy.
Swoją drogą CR7 po otrzymaniu Złotego Buta i Trofeo Pichichi dziękował swoim kolegom za pomoc w wywalczeniu tych wyróżnień. Może lepiej byłoby jeśli zamiast wyświechtanych frazesów zaczął bardziej odpłacać im podaniami i asystami, zapominając o wszystkich rankingach i klasyfikacjach strzeleckich i rywalizacji bramkowej z Messim (która jest jego kompleksem?).
Nawiasem w pierwszej kolejności Ronaldo powinien podziękować za Trofeo Pichichi… Guardioli, który w końcówce poprzedniego sezonu, gdy losy mistrzostwa były już przesadzone odsunął od gry argentyńskiego asa, dając mu czas na odpoczynek i przygotowanie do finałowego pojedynku w Champions League z Manchesterem United.
W każdym razie są ważniejsze rzeczy niż CR7 i jego humorki. Już we wtorek rewanż z Malaga.
Do roboty!
Fot. - Dobrze, że Ronaldo nie zaczął płakać po zdobyciu bramki jak po przegranym finale Euro 2004.