Oto i on, humorystyczny, a zarazem kontrowersyjny, cykl opowiadający o Realu Madryt, który jak bumerang powraca na LosBlancos.pl. Osławiony przez Freelovera, kontynuowany przez Iluvatora, aby wreszcie zostać dokończonym przez Michaliva. To właśnie jego klawiaturze zostało powierzone zakończenie rzeczy doskonałej, cyklu innego niż wszystkie. Drodzy Użytkownicy, przed Wami słynny Alfabet Królewskich!
G, jak...
Gago Fernando - człowiek, który nie wyobraża sobie kontynuowania kariery na Concha Espina, co specjalnie dziwić nie może, zważywszy na to, że w tym sezonie praktycznie nie otrzymuje szans od Manuela Pellegriniego..., co też dziwić nie powinno. W końcu jeśli w zespole ma się takiego asa jak Lassana Diarra, którego może zastąpić podobny do niego warunkami Mahamadou Diarra, a dwójka ta uzupełniania jest przez Xabiego Alonso, nietykalnego Xabiego, to... sami widzicie.
Fernando naciska zarząd na transfer, tłumaczy, że chce zagrać na Mundialu, a nie będzie mu to dane, jeśli w klubie siedzieć będzie na ławce - co racja to racja. Tak oto reprezentantowi Argentyny zostało już tylko kilka godzin do przekonania Realu Madryt. Okienko transferowe zamyka się o 17:00. Nie zdziwmy się, gdy o 16:59 na oficjalnej stronie Los Blancos ujrzymy informacje o tytule - Comunicado oficial: Fernando Gago, nuevo jugador del Manchester City.
Guti Hernandez - ach, tak dziwnie złożyło się, że akurat teraz wypada nam literka G, teraz, gdy Guti jest na ustach absolutnie całego piłkarskiego świata. Nie ma już chyba kibica, który nie widziałby sobotniego zagrania madryckiej czternastki. Piętka okrzyknięta została jedną z najpiękniejszych asyst w historii piłki nożnej, obok innej perełki z Madrytu, czyli akcji Fernando Redondo ze spotkania z Manchesterem United.
Taki już jednak jest nasz Gutek. Potrafi oczarować, aby zaraz w następnym meczu zagrać katastrofalny mecz, pokazując, jak niestabilnym jest piłkarzem. Ale, ale... osobiście powiem, że drugi kapitan Los Merengues wcale aż tak nie zachwycił na El Riazor. Miał sporo strat, czasem wyglądał na lekko zamieszanego, ale wystarczy, że w odpowiedniej chwili objawił się geniusz, dzięki któremu padł drugi gol, a podanie Hernandeza zostało okrzyknięte finezją. Chyba nawet Zinedine Zidane w latach swojej największej świetności (eee, przez całą karierę?) nie odważyłby się na takie zagranie, mając przez sobą jedynie bramkarza, prowadząc 1:0 na stadionie, gdzie nie udało się wygrać od wiek wieków. Gracias pod tu magia, Guti!
Garay Ezeqiuel - i nikt nie pamięta już, kto to Pepe. To oczywiście żałosny żart, bo o siekaczu z Portugalii nie zapomni nikt, ale nie da się nie zauważyć, że Garay zastępuje go iście mistrzowsko. W niektórych spotkaniach Argentyńczyk wygląda wręcz pewniej od Pepego, który pauzował będzie przez najbliższe kilka miesięcy. To olbrzymia szansa dla Garaya, który wydaje się idealnie ją wykorzystywać.
Para Garay-Albiol spisywała się do tej pory wręcz cudownie. Teraz do środka bloku defensywnego dołączył także Sergio Ramos, co przyprawia o ból głowy Manuela Pellegriniego. Mówi się, że Ramos lepiej spisuje się na środku, ale chyba żaden madridista nie wyobraża sobie obecnie linii obrony bez Garaya.
Getafe - podmadryckie miasteczko z klubem, o dźwięcznej nazwie Getafe CF. Tak się składa, że to właśnie z tym zespołem przychodzi nam, co roku rozgrywać derby Madrytu, a raczej mini-derby stolicy. Nie jest to dla nas rywal łatwy, czasem Soldado lubi ukłuć, czasem sami dajemy przysłowiowej de, i tak właśnie toczy się życie. Co ciekawe, już w tę sobotę gracze z Alfonso Coliseum Perez zagrają na Camp Nou z Barceloną, a my będziemy trzymać kciuki za naszego wychowanka i liczyć, że w końcu ktoś pokona Katalończyków w tym sezonie. Szanse na to nikłe, ale nadzieja umiera ostatnia.
Getafe nie jest na straconej pozycji, zajmując siódme miejsce w ligowej tabeli, ze stratą tylko pięciu oczek do miejsca premiowanego grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Awans do tych rozgrywek na pewno byłby największym sukcesem, jaki można sobie tylko wymarzyć.
Gabriel Heinze - szkoda, że nie wyszło mu w Madrycie. Gdy przychodził do nas z Manchesteru był naprawdę solidnym obrońcą, który, pomimo wieku, jeszcze bardzo dobrze rokował na przyszłość. Niestety, nie spełnił pokładanym w nim nadziei. Oczywiście, rozegrał kilka (naście) świetnych meczów, ale to zdecydowanie za mało, mając na uwadze, ile rozegrał ich ogólnie. Zawodnik z niego uniwersalny, może grać zarówno na lewej stronie obrony, jak i na środku. Największymi atutami Argentyńczyka są zdecydowanie waleczność i ogromne poświęcenie.
Obecnie Heinze występuje w Marsylii, z którą nie tak dawno rozegraliśmy dwa spotkania w Lidze Mistrzów. W lidze francuskiej spisuje się całkiem dobrze, stanowiąc o sile defensywy Olympique. Wypada życzyć mu dalszych sukcesów sportowych, bo na pewno jeszcze wiele dobrego może się mu przydarzyć.
Alfabet Królewskich - F!
Alfabet Królewskich - E!